wtorek, 23 lipca 2013

B U L L S H I T

Przedwczoraj pogoria, Anna podmieniła Michałka, ale to nic. Zajęcie sobie tam miejsca w niedzielę jest niemożliwe. Musieliśmy iść na sam koniec plaży, a i tak niewiele z tego wyszło, bo w końcu po rozłożeniu się w 5tkę, zgnieceni jak pikle, stwierdziliśmy, że tu się nie da odpalić ogniska (no, chyba że na wodzie, bo tylko tam było dużo miejsca, bo ludzie nie pływali ze względu na glony) poszliśmy pod "bagno", gdzie muł spod paznokci wyciągam do dziś, ale fajnie było. Lekka obawa przed wjechaniem nam kładem na głowy zniknęła tak szybko, jak ten pierwszy kład, co nam nad głowami przeskoczył, bo byliśmy pomiędzy dwoma górkami, gdzie z góry raczej nie było widać ludzi. No nic, chłopcy jak zwykle poszli po drewno, a my z Anią leżałyśmy i pachniałyśmy, jak to na damy przystało. Spaliłam sobie najbardziej (jak zwykle z resztą) prawą stronę ciała, lewa została lekko czerwona, ale bez większych obrażeń, jak za każdym razem na pogorii. Ok. 18stej przenieśliśmy się znów na plażę nad wodę, bo ciemna masa odjechała i wyłoniły się pierwsze wolne miejsca. Oczywiście prowizoryczne miski w postaci przeciętych na pół butelek zawsze ok! Tylko dlaczego moja miska skurczyła się pod wpływem gorącej wody, przez co jej połowę wylał pęczniejący makaron? Tego już mi Robert "Nie-Skurczy-Się" Kaznowski nie powie. Z mojej zupki zrobiły się nuddle, a z przypraw do niej kostka rosołowa, słona w trzy dupy, o konsystencji meduzy. Niby dobre, ale dupy nie urywa. No nic, mimo tego, że pod koniec rudy musiał pokazać i udowodnić, że wszystko co rude to wredne, wy*ebał Wiechmanowi z kaskiem na sam środek jeziora. Wprost proporcjonalnie do wredności rudego, udowodnił swoją głupotę wymieniony wyżej Wiechman, robiąc to samo z kaskiem Bigosa. Efekt? 2 mokre kaski, jeden odrapany, drugi z przepołowioną szybką. Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu kiedy widziałam Łukasza z tą przepołowioną szybką zasuniętą do samego tyłu, jak Hermes. Pominę fragment przejechania przez Roberta kota, bo to nie jest fajne i najwyraźniej właśnie to było przyczyną mojego podłego nastoju dziś. No nic, po powrocie do domu okazało się, że moja kochana, najlepsza na świecie mamusia zrobiła pizze! ZAJEBISTA AS ALWAYS, kocham Cię mamo. Potem rozmowa lekko wbijająca w ziemię, ale z pozytywnym akcentem. Cieszę się trochę, chociaż nie wiem co mam o tym myśleć. Każdy na słowa "nie rób głupstw" odpowie to samo, na odczepnego. No nic, zobaczymy co z tego będzie. Na razie nie myślę o niczym, tylko o tym nieszczęsnym woodstocku, na który już nie mogę się doczekać, a po którym będę rzygać z jego nadmiaru. Mimo wszystko chcę się dobrze bawić, co będzie chyba gwarantowane z Alusiem i Voltem. Poznam wielu ludzi, wiele mnie okradnie, na pewno zepsują nam namiot i tyle z tego będzie. Ważne, że spędzę 5 (bądź 6) dni i nocy, co już pisałam ostatnio, z najważniejszym człowiekiem w moim życiu. Kieruję się prostymi zasadami:
a) nie zgub się
b) nie daj się okraść
c) nie daj się zabić
A reszta, jak to powiedział mój kuzyn, "wyjdzie w praniu". Najprawdopodobniej na czerwono, mam nadzieję. Jeśli tak, to już na odpuście tak zawitam. Czekam na niego, ale najpierw na imprezę u Anki = namioty = próbka wooda = lekkie doświadczenie. Potem odpust i kolejna nocka, tym razem u Bigosa. Mamma let me gooo! A jak nie, to znów będę potrzebowała trzeźwego kierowcy. Haha, niemożliwe.
Chyba idę spać.

1 komentarz:

  1. co powiesz na wspolna obserwacje?:) Zaobserwuj, a odwdzięcze sie;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń